Pierwszy kryzys

Wchodząc w biznes wychodzisz ze strefy komfortu. Wchodzisz w dynamiczny świat, w którym jutro nie będzie takie samo jak dzisiaj.

Pracując na etacie, lub studiując będąc na utrzymaniu rodziców funkcjonowałeś w strefie komfortu, gdzie można było przewidzieć jaki będzie kolejny dzień, ponieważ życie składało się z powtarzalnych cykli. Ktoś za ciebie podejmował kluczowe decyzje, ktoś inny brał za to odpowiedzialność. Ty miałeś przydzielone miejsce w szyku, które doskonale znałeś. Przez całe lata nic się specjalnie nie zmieniało. Co miesiąc otrzymywałeś być może nie do końca zadowalającą pensję, ale za to nie interesowały cię takie pojęcia jak kryzys, koniunktura, strata, ryzyko itp.

Wchodząc w świat biznesu wchodzisz w zupełnie inny świat, którego jeszcze nie znasz i dlatego jesteś szczególnie narażony na wiele niebezpieczeństw, które są z tym związane. Tak jak każdy obcy, który nagle znajduje się na nieznanym terenie.

W nieznanym terenie bardzo łatwo jest się pogubić, dlatego warto zapoznać się z podstawowymi wskazówkami, jak przeżyć pierwszy okres, zanim poznasz okolicę.

Dotychczas nie musiałeś się z nikim ścigać. Mogłeś, ale nie musiałeś. Mogłeś być ambitny i podjąć wyścig z innymi, pokazując że jesteś lepszy, że jesteś w stanie osiągnąć więcej. Nikt jednak cię do tego nie zmuszał. Mogłeś równie dobrze żyć zupełnie inaczej. Na luzie. Nie przejmować się tym, w którym miejscu jesteś a w którym miejscu są inni. Nie przejmować się tym, że inni awansują, że więcej zarabiają, że mają domy, a ty nie masz nawet mieszkania. Ponieważ być może wybrałeś taki sposób na życie. Nie groziła ci z tego powodu śmierć głodowa, ani inny rodzaj unicestwienia.

Jednak w biznesie obowiązują zupełnie inne reguły. Biznes nie daje możliwości wyboru tego czy wolałbyś nic nie robić, nie osiągać zysków, ale jednak funkcjonować na rynku, czy też ścigać się z innymi po to, żeby uzyskać jak najlepszą pozycję. W biznesie obowiązuje tylko ta druga opcja. Nie ma tutaj miejsca dla nieuporządkowanych luzaków biorących bezkrytycznie to, co im życie przyniesie. Brak aktywności w biznesie oznacza nie tylko upadek, czyli śmierć firmy, która w najlepszym wypadku kończy się jej zamknięciem z zerowym saldem, ale biznesową śmierć na raty, czyli wydłużoną w czasie.

Pracując na etacie, mogłeś otrzymywać pieniądze nie pracując. Będąc na urlopie, lub na zwolnieniu lekarskim. W biznesie nie pracując, nie zarabiasz. Ten świat nigdy nie usypia. Wymaga ciągłej aktywności. Ponieważ jeśli przystaniesz chociaż na chwilę, to natychmiast kto inny zajmie twoje miejsce. Jest to więc ciągły wyścig. Przy czym nie jest to wyścig szczurów w korporacji. To jest zdrowa rywalizacja.

Dlatego przypomnę statystyki, które przytoczyłem w jednym z pierwszych wpisów – w ciągu pierwszego roku działalności upada 50% nowo powstałych firm, w ciągu trzech lat upada 70% nowo powstałych firm, po pięciu latach od rozpoczęcia działalności, na rynku pozostaje ich tylko 10%.

Wynika to właśnie z powodu zderzenia z zupełnie nową rzeczywistością.

Jednak 10% daje sobie radę i funkcjonuje na rynku nawet przez dziesięciolecia, gdzie następnie przekazuje swój biznes potomnym. Jak z tego wynika, można sobie w tym świecie poradzić.

Przede wszystkim musisz sobie uświadomić, że wchodzisz w nowy świat. Nie należy tutaj oceniać, że prowadzenie biznesu jest trudne. Ponieważ słowo „trudny”, jest pojęciem względnym. To co dla kogoś jest trudne, dla kogoś innego będzie bardzo łatwe. Trudne jest to, czego nie rozumiemy i czego nie potrafimy. Żeby stało się łatwe trzeba to zrozumieć i się tego nauczyć.

Najtrudniej jest przetrwać pierwszy kryzys, który pojawia się w różnych okresach. W jednym przypadku już na samym początku, w innym trochę później. To właśnie ten pierwszy kryzys w prowadzeniu firmy jest przyczyną upadku większości nowych firm. Dlatego, że nauczyliśmy się przez lata radzić sobie z problemami dnia codziennego, ale nie radzimy sobie z czymś co jest nowe. Poza tym biznes jest tylko jednym z projektów, który realizujemy w życiu i na każdym etapie możemy z niego zrezygnować. Z życia nie można zrezygnować tylko dlatego, że na jakimś etapie pojawiły się trudności. W biznesie przychodzi nam to znacznie łatwiej. Szczególnie na etapie, kiedy jeszcze nie włożyliśmy w to zbyt wiele energii.

W ten sposób właśnie nie powstaje wiele ciekawych projektów biznesowych. Ponieważ zbyt łatwo podejmuje się decyzję o rezygnacji.

W większości przypadków kryzys pojawia się w naszej głowie, a nie jest kwestią obiektywnych czynników. Jeśli firma upada ponieważ młody przedsiębiorca uznaje, że doszedł do ściany z powodu braku klientów, braku zleceń i w rezultacie braku pieniędzy, to nie ekonomia jest tutaj przyczyną. Problemy ekonomiczne są tylko skutkiem kryzysu, którego przyczyny tkwią w zupełnie innym miejscu.

Ponieważ ściana, którą widzimy powstaje tylko w naszym umyśle. W rzeczywistości jest to lęk przed pójściem dalej, który powstaje z różnych powodów.

Umysł młodego przedsiębiorcy działa trochę inaczej, niż umysł konsumenta. Szczególnie w pierwszej fazie działalności. Będąc pracownikiem zarabiającym 3 000 zł, twoim marzeniem było zarabiać 4 000 zł. Taką kwotę byłbyś w stanie uznać za zadowalającą.

Jednak zakładając firmę twój umysł zaczyna pracować trochę inaczej. „Na początku było marzenie”. Tak brzmi tytuł pierwszego wpisu na tym blogu. Czyli od tego wszystko się zaczyna. Problem tylko w tym, że marzenia nie mają ograniczeń. Marząc o przyszłej firmie, nie marzysz już o 4 000 zł, lecz do tej kwoty dodajesz co najmniej jedno zero. Oczywiście na poziomie świadomym tłumaczysz sobie, że dopiero za jakiś czas to osiągniesz, na co oczywiście się godzisz.

W rzeczywistości jednak wchodząc do biznesu zaczynasz zauważać to, czego dotychczas nie widziałeś. Zaczynasz zwracać uwagę na innych przedsiębiorców. Zaczynasz się im przyglądać. Następnie chciałbyś im najpierw dorównać, a potem prześcignąć. Zatem widzisz ludzi, którzy obracają dużymi pieniędzmi. Liczysz w każdym sklepie ile pieniędzy mogą w nim dziennie zostawić klienci. Nagle uświadamiasz sobie, że jest to wielokrotnie więcej, niż twoje roczne wynagrodzenie. Ile więc to jest w miesiącu.

Widzisz, że jest to takie proste. Klientowi podaje się towar, on za to płaci i biznes się kręci. Nie zdajesz sobie jednak sprawy, że przychód to nie jest dochód. Że za te pieniądze, które zostawia klient w sklepie właściciel musi kupić towar, wypłacić wynagrodzenia pracownikom, zapłacić za najem lokalu i ponieść jeszcze wiele kosztów. W rezultacie po zapłaceniu kosztów te kwoty nie są już takie wielkie, albo nie ma ich wcale. Natomiast na pewno nie są równe kwotom przychodów.

Twoja podświadomość jednak nie zna się na ekonomii. Jest bardzo prymitywną istotą, na poziomie sześcioletniego dziecka. Wywraca ci wyobraźnię do góry nogami. W krótkim czasie widzisz już tłumy klientów i wielkie pieniądze. To coraz bardziej zostaje kodowane w twoim umyśle.

Nawet jeśli w początkowym etapie zarabiasz 3 000 zł, czyli tyle ile jeszcze do niedawna zarabiałeś na etacie, to znaczy, że osiągnąłeś ten sam poziom. Każdy doświadczony przedsiębiorca powiedziałby, że to jest dobry poziom na start. Niedługo potem osiągasz to, o czym jeszcze niedawno marzyłeś – zarabiasz 4 000 zł. Dlaczego więc nie jesteś szczęśliwy?

Dlatego, że linia twoich marzeń znacznie się przesunęła i to co kiedyś oceniałbyś jako sukces, dzisiaj uznajesz za porażkę. Ponieważ nadal widzisz tych właścicieli sklepów z wielką gotówką. Problem tylko w tym, że ta gotówka jest tylko w twojej głowie.

Ponieważ twoja podświadomość nie ma poczucia czasu i istnieje dla niej tylko teraźniejszość. Widzisz więc stan obecny, ale nie przychodzi ci do głowy, że ten stan nie był zawsze taki sam. Że ten właściciel sklepu dochodził do tego etapu przez wiele lat. Bo tak wygląda biznes. Podświadomość podsuwa ci więc obrazy, które niejako paraliżują twój racjonalny umysł.

Bowiem na podstawie prostej analizy ekonomicznej mógłbyś dokonać szokującego odkrycia. Gdybyś postarał się prześledzić historię tego przedsiębiorcy, to z końcowych wniosków mogłoby wynikać, że osiągnąłeś znacznie większy sukces, niż ten przedsiębiorca. Dlatego, że on będąc w tym samym etapie prowadzenia firmy, w którym ty jesteś obecnie, nie osiągnął nawet połowy tego, co ty.Oczywiście, zawsze można wskazać wielu takich, którzy na tym samym etapie osiągnęli znacznie więcej. To jest właśnie problem naszego umysłu, który zawsze sobie takich wyszuka. Nawet jeśli ich nie znajdzie, to sobie ich wymyśli.

Bardzo często na różnego rodzaju szkoleniach, czy też w pseudo poradnikach biznesowych przedstawia się historie ludzi sukcesu takich ja Bill Gates, czy Mark Zuckerberg, chcąc w ten sposób pokazać jak łatwo jest osiągnąć biznes i w ten sposób zmotywować młodych przedsiębiorców. W ten sposób właśnie produkuje się masowo ofiary biznesu.

Po ukończeniu takiego kursu, lub po przeczytaniu tego rodzaju poradników, młodzi przedsiębiorcy wchodzą na rynek sądząc, że wszystko jest tak łatwe jak było to napisane w książce. A pieniądze spadną same z nieba i to potężne pieniądze.

Musisz zrozumieć, że w ten sposób nafaszerowałeś sobie umysł mało realnymi wizjami i mimo osiągnięcia całkiem dosyć dobrego poziomu, tracisz entuzjazm do dalszego działania. Następuje zniechęcenie, ponieważ to co jest w rzeczywistości sukcesem, umysł rozpoznaje jako porażkę, ponieważ dokonuje porównania z postaciami z książek i kursów.

Jeśli z książki wynika, że bohater pierwszy milion zarobił w ciągu pierwszego roku, a kolejne dziesięć już rok później, to tak ustawisz sobie nieświadomie swój punkt odniesienia.

Gdyby jednak ktoś ci pokazał, że sklepikarz który według ciebie zarabia wielkie pieniądze dochodził do tego dziesięć lat to prawdopodobnie doszedłbyś do wniosku, że warto te dziesięć lat poświęcić, żeby takie pieniądze zarabiać. Mając alternatywę 3 000 zł z niewielkimi podwyżkami do końca życia. Dogłębna analiza mogłaby jednak wykazać, że wystartowałeś ze znacznie wyższego poziomu, masz lepsze predyspozycje niż twój sklepikarz i jej wynik wskazuje, że ten sam etap możesz osiągnąć w ciągu 4 lat. Jeśli stwierdziłeś, że warto było czekać na to 10 lat, to czy perspektywa osiągnięcia tego poziomu w ciągu 4 lat jest porażką, czy sukcesem?

Praktycznie na co dzień spotykam przedsiębiorców, którzy po krótkim czasie poddali się w walce o rynek. Niektórzy po kilku miesiącach, inni po kilku latach. Niektórzy z powodu zniechęcenia, braku motywacji, inni z powodów, które uznali za obiektywne. Czyli spadek koniunktury w danej branży, co się często zdarza w rożnych branżach.

Powodów jest bardzo wiele, ale większość ma podłoże psychologiczne, a nie ekonomiczne.

Prawdziwy kryzys jest wtedy, kiedy nie mamy na niego wpływu. Jeśli meteoryt uderza w twoją fabrykę i ją niszczy, albo następuje tsunami i ją zalewa. Wtedy nie masz na to wpływu. Na wszystko inne masz wpływ.

Kiedyś zjawił się u mnie przedsiębiorca budowlany z prośbą o poradę w kwestii ewentualnej likwidacji firmy. Był to czas kryzysu gospodarczego. Na rynku nie było pieniędzy, ludzie nie kupowali mieszkań bo masowo tracili pracę. Firmy budowlane bankrutowały. Klient właściwie nie przyszedł pytać o to czy ma likwidować firmę, czy nie, lecz o to w jaki sposób to zrobić. Zapytałem wtedy z jakiego powodu chce firmę zlikwidować? Odpowiedział ze zdziwieniem, że wiadomo dlaczego – z powodu braku zleceń.

Po krótkiej rozmowie okazało się, że prawda jest trochę inna. Powodem nie był brak zleceń, tylko to, że było ich za mało. Jak z tego wynikało, firma jest w stanie funkcjonować na minimalnych obrotach, co jednak wystarczy żeby przetrwać przez jakiś czas. Zapytałem wtedy co robi jego konkurencja? Odpowiedział że to samo. Firmy budowlane masowa się likwidują. To była właśnie kluczowa informacja. Po godzinie rozmowy, klient już nie miał ochoty likwidować firmy i prowadzi ją do dnia dzisiejszego.

Co się zmieniło? Nie zmieniła się na pewno rzeczywistość. Nadal żyliśmy w tym samym świecie. Zmieniło się podejście klienta do rzeczywistości. Wystarczyło chwilę się zastanowić i spróbować przewidzieć najbliższą przyszłość. Co należy zrobić jeśli chcesz odnieść sukces, a wszyscy idą w jedną stronę uciekając przed kryzysem i nawołują żebyś poszedł z nimi bo zginiesz? Należy pójść pod prąd, czyli w przeciwnym kierunku.

Co się wydarzyło po naszej rozmowie w krótkim czasie na rynku budowlanym? Firmy budowlane masowo się likwidowały. Czy należało zrobić to samo? Nie. Ponieważ zaczęło się dziać to, o czy marzy każdy przedsiębiorca – konkurencja zaczęła się likwidować. Kryzys zaczął mijać, i klienci zaczęli masowo poszukiwać firm budowlanych, których z kolei na rynku nie było już tak dużo, ponieważ wielu się zniechęciło do tej działalności, a inni nadal mieli opory przed tym, żeby zaistnieć, w tej branży. Nastąpił więc moment, kiedy mój klient nie był stanie przerobić wszystkich zleceń, ponieważ nie był w stanie tak szybko rozwinąć firmy.

Gdyby klient wtedy podjął decyzję o likwidacji firmy, dzisiaj być może pracowałby gdzieś na etacie, lub za granicą, zamiast być właścicielem prężnej firmy.

Tak więc wbrew pozorom, biznesem w większej części rządzi psychologia, niż ekonomia.

Jak poradzić sobie, lub najlepiej nie dopuścić do głębokiego kryzysu?

1. Dobrze przygotuj się przed rozpoczęciem działalności. Marzenia nie zastąpią ekonomii.

2. Pamiętaj, że kryzys rodzi się zwykle w twoim umyśle, a nie w rzeczywistości. Podświadomość wywołuje emocje, a te z kolei fałszują twój obraz rzeczywistości. Bardziej ufaj kalkulatorowi niż emocjom.

3. Opracuj dobry plan działań z podziałem na etapy, które zamierzasz osiągnąć w określonym czasie. Jeśli je osiągasz zgodnie z planem, to znaczy, że nie ma żadnego kryzysu, a tylko umysł płata ci figle.

4. Wyznacz sobie realne punkty odniesienia. Nie stawiaj sobie za wzór Billa Gates, bo gdybyś poznał bliżej jego biografię to zrozumiałbyś, że wielu największych ludzi biznesu zawdzięcza to w dużej mierze zbiegowi wielu przypadków i wcale nie muszą być geniuszami.

5. Pamiętaj, że po burzy przychodzi słońce, a przed burzą jest cisza. Życie, które jest składanką powtarzalnych cykli jest życiem nieudaczników. Życie ludzi sukcesu jest dynamiczne. Pełne wzlotów i upadków, na drodze która sukcesywnie pnie się górę. Co jakiś czas spójrz w dół i uświadom sobie z które punktu wyszedłeś, a w którym jesteś teraz. Wtedy zobaczysz jaką drogę przebyłeś.

6. Uświadom sobie, że każda nawet mała porażka jest nauką, której nie zdobędziesz w żadnej szkole. Z czasem zupełnie inaczej będziesz odbierał porażki. Każda porażka będzie paradoksalnie zbliżać cię do sukcesu. Nikt nie zrozumie pojęcia „gorący” dopóki pierwszy raz się nie poparzy. Ponieważ odczuć nie można nauczyć się z książek.

7. Porażka nie jest kryzysem. Jest tylko porażką, dzięki której odkrywasz to, czego nie widać z zewnątrz. Nauka nie polega tylko na tym, żeby uczyć się tego co należy robić. Nauka polega też na tym, żeby wiedzieć jak czego nie należy robić. Często można się tego nauczyć tylko popełniając błędy. To się nazywa doświadczenie.

Pierwszy kryzys jest więc tylko kolejnym doświadczeniem, dlatego warto go przeżyć.
Co będzie potem? Potem będzie następny kryzys. Czy to znaczy, że prowadzenie biznesu składa się tylko z kryzysów?

Nie, między nimi jest wiele przestrzeni, która nazywa się euforią.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *